Pozwiedzajmy trochę. Widok z pocztówki i obiad w Ubud.

Słońce znów zawitało na Bali. Wczoraj nawet zdążyłam sobie spalić twarz. Dzień na plaży zdecydowanie nie jest dniem straconym!

Kilka dni przed końcem roku wybrałyśmy się z Basią na krótką wycieczkę. Siedzimy tu już kilka miesięcy, a wyspa wciąż pozostaje nie do końca odkryta. Nie pomagała nam też pogoda. Od dobrego miesiąca, albo dłużej lało.

Ja najbardziej chciałam zobaczyć  terasy ryżowe (widok z pocztówki) w Tegallalang. Basia dodała dwie świątynie i razem miałyśmy powód żeby wyruszyć. Godzina drogi, przez obwodnicę Denpasar, kolejna godzina, przez liczne wioski i jesteśmy. Wow. Naprawdę ładnie! 

Przynajmniej na zdjeciu. 

Nie no. W rzeczywistości też było ładnie. Choć nie da się ukryć, że byłam lekko rozczarowana gdy przyjechałam i pierwsze co zobaczyłam to Panie sprzedające sarongi, sklepy z różnymi pierdołami     i restauracje.

I tu, zachowam się jak hipokrytka. Bo sama dołożyłam swoje 30 tysięcy do tego biznesu.               Cóż, sok z avocado z odrobiną czekolady, to coś co będzie na zawsze przypominało mi Bali. Jest to jedna z tych rzeczy, którą chciałabym się podzielić jeśli chodzi o wspomnienia. Chciałabym móc wam wysłać go w paczce z pozdrowieniami. Niebo w gębie. Więc i tu pomyślałam, że warto usiąść   i napawając się widokiem popijać ulubiony trunek.

Choć widok był naprawdę ładny i przyjemnie się siedziało, to sok nie był wart nawet tysiaka.

Jedziemy dalej. Wokół nas palmy, pola ryżowe, kury, dzikie psy, gęsi, krowy, jednym słowem wszystko to, co Bali ma najlepszego do zaoferowania (poza oceanem) .. no i oczywiście co jakiś czas masa spalin z jakiejś ciężarówy, ale to przecież norma, choć wciąż nie mogę się przyzwyczaić …

Po drodze nie mijałyśmy wielu turystów. Hmm… może i mijałyśmy, ba, no dobra, na pewno mijałyśmy, ale oni poruszają się albo autobusami, albo mini vanami, z pozaklejanymi szybami w których ja mogę zobaczyć co najwyżej swoje odbicie. My jak na ‚saya mahasiswa’ czy ‚we locals not tourist’ przystało (bo to są najczęstsze słowa wypowiadane przy kontakcie z rodowitymi Indonezyjczykami) podróżujemy skuterem.

Cel drugi świątynia ….  nie bardzo pamiętam jak brzmi jej nazwa.  Nie było tu wielu turystów. Byli tubylcy ( a może lepiej tambylcy :P). Niektórzy brali kąpiele, inni składali dary.

                                                                                                                                                                                  Tirtha Empul Temple to przedostatni przystanek. Po poprzedniej świątyni, gdzie raczej białych nie było, albo było ich może dwóch (poza nami), spodziewałam się, że to miejsce będzie podobne. Nic wielkiego i znanego … i tu zaskoczenie. Autokary, wielki parking, dużo ludzi –  turyści! Na szczęście, liczba zwiedzających  na Bali (wyj. Kuta) nie jest bardzo uciążliwa. Jak w np Europie często bywa.

Przed każdą świątynią rośnie drzewo – święte drzewo – ubrane w sarong. Wujek google powiedział, że to  fikus beniamin.

 Z tego co mi wiadomo, każdy strumień wody posiada inną właściwość. Dlatego ludzie, którzy tam „zażywają kąpieli” podchodzą do każdego po kolei. Kobiety, oprócz obmycia się, przy każdym składają charakterystyczne podarki. Byli też Biali. Ciekawe czy woda wiara uczyni cuda…

 W drodze powrotnej miałyśmy jeszcze krótki przystanek. Ubud. Miasto zwane stolicą kulturalną Bali. Nie zwiedzałyśmy za dużo. Wjechałyśmy do centrum. Zostawiłyśmy motor na parkingu, płacąc tysiaka po  wypowiedzeniu magicznych słów „Saya mahasiswa”. I to był nasz datek dla tego miasta. Zwykle nie płacimy. Bo tu wszędzie gdzie chcesz zaparkować nagle zjawia się parkingowy. Lokalni zazwyczaj nie płacą, to czemu my mamy to robić. Wyobraźcie sobie jaką sumę da 5 tysięcy dziennie (bo taka zapewne byłaby średnia, jeśli nie wyższa) za rok? Gdybym była turystką, a nie jestem. Poza tym … nie lubie gdybania.

Poszłyśmy więc. I proszę na to zwrócić uwagę. Bo na Bali, zazwyczaj się nie chodzi. Jeździ się motorami. Wszędzie. Nawet 100 m do sklepu. I to duży plus tego miasta. Można iść na spacer i może to być nawet przyjemnością. Jest tu dużo salonów masażu, dużo sklepów i dużo restauracji.  Zjadłyśmy obiad w jednej z nich i wróciłyśmy.  Kiedyś też wrócimy do Ubud. Bo było całkiem przyjemnie.

Reklamy

skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: